Odsiecz 89 – Niezwykła postać czasu – czas cykliczny

Tak sobie pomyślałam… z racji tego, że w weekend przestawialiśmy zegary na czas zimowy, że może przydałby się  tekst opowiadający o CZASIE. Bo czas to zaiste niezwykłe zjawisko kulturowe, które – czy tego chcemy, czy nie – bardzo wpływa na nasze postrzeganie rzeczywistości. Swoją drogą antropologia kultury rozdziela właśnie różne rodzaje czasu, które nas dotykają. Dziś chciałabym zająć się czasem cyklicznym.

W starożytności czas wpisywał się tzw. mit agrarny, a więc mit wiecznego powrotu, który znajdujemy w historii Demeter i Kory. Dla przypomnienia Kora – córka Demeter – porwana przez Hadesa spędza pół roku z matką, pół roku z mężem w podziemiach. Antyczni Grecy w ten sposób tłumaczyli następstwo pór roku. Gdy zbliżał się czas spotkania z córką, Demeter ożywiała w poczuciu szczęścia ziemię, rozkwitały łąki i kwiaty. Moment spotkania stanowi lato – pora absolutnego życia i płodności. Kiedy z kolei zbliżała się chwila rozstania, wszystko z wolna obumierało w jesiennej aurze. I nie trudno domyślić się, że czas nieobecności Kory to zima – czas śmierci, rozpaczy.

Nie trudno zauważyć, że historia Demeter i Kory powtarza się cyklicznie, jak cykliczne są pory roku. Stąd nazwa: mit wiecznego powrotu; cykl ten został bowiem ustanowiony na wieczność i stanowi porządek naturalny. Warto o tym pamiętać, bo w kręgu naszej kultury europejskiej (TO WAŻNE!) czas cykliczny jest tym, który najbardziej odpowiada harmonii przyrody. Dzień – noc – dzień – noc; Wiosna – lato – jesień – zima… Gdybyście zapytali osoby mieszkające na wsi (ale tak serio na wsi: rolników, gospodarzy, a nie uciekinierów za miasto), jak widzą czas, jak go czują, najprawdopodobniej odpowiedziałyby, że widzą go jako… koło/okrąg, bo ich cykl życia się powtarza. Gdzie to znajdziemy? Ot, chociażby w Chłopach W. Reymonta. Tam czas płynie właśnie w ten sposób. To także znany motyw Uroborosa – węża połykającego swój własny ogon.

mb7zoqvy9vdyz907nij7_400x400

Ostatecznie, czas cykliczny to nie tylko następujące po sobie pory roku. To także to, co symbolizują poszczególne okresy i co wspólne jest naszej historii kultury. Wszędzie w granicach Starego Kontynentu znajdziemy przesłanki, że zima jest czasem śmierci, umierania, samotności, gnuśności, rozpaczy, starości… wiosna zaś – czasem życia, rozkwitania, miłości, płodności, młodości… Potrzebujecie przykładów?

  • Zacznijmy od najstarszych: Chrystus zmartwychwstaje WIOSNĄ, a w naszej kulturze i tradycji towarzyszą mu wielkanocne symbole życia: trawa, bazie, jajeczka, zajączki, kurczęta, pisklęta. I absolutnie nie chcę tutaj wchodzić w zagadnienia inkulturacji (czyli wchłaniania zwyczajów kulturowych). Chodzi o symbol.
  • Baśnie Andersena: Kaj postrzega świat jako zły i okrutny, a sam staje się niegrzecznym chłopcem po tym, jak do jego oka wpadł okruch zwierciadła Królowej Śniegu. Mityczna kobieta była zimna i zła, obce były jej jakiekolwiek dobre uczucia.
  • Reinterpretacja Królowej Śniegu: Kraina Lodu. Elsa jest swego rodzaju Królową Śniegu, która odrzuca to, co dobre i w wyniku niezapanowania nad swoimi mocami ściąga na swój kraj… ZIMĘ. Po odmrożeniu serca w dolinie nastaje… WIOSNA i wszyscy są szczęśliwi.
  • Fragment wiersza Baczyńskiego, w którym przeplata się motyw śmierci z obrazem zimy i nocy.

Żyjemy na dnie ciała. Na samym dnie grozy.
Rzeźbi nas głód cierpliwy i tną białe mrozy.
U okien przystajemy. Noc za oknem czeka
i śmierć się jeży cicho, gdy czuje człowieka.

 

  • Wiosna jako czas nadziei, obfitości znajdujemy choćby u Dantego w Boskiej komedii:

Wieśniak, któremu braknie suchej paszy,
Widząc wokoło bielące się błonie,
Wraca do domu, załamuje dłonie,
Jak nieszczęśliwy, co widmem się straszy;
Potem wychodzi i pełen nadziei,
Widząc weselszy świat po śnieżnej wiei,
Pochwyca laskę i na łąk zielenie
Z obór wesołe swoje trzody żenie

 

  • Tenże sam motyw cykliczności i przemijania, wraz z symboliką poszczególnych pór roku znajdziemy u naszego Jana Kochanowskiego w Pieśni IX:

Patrzaj teraz na lasy,
Jako prze zimne czasy
Wszystkę swą krasę drzewa utraciły,
A śniegi pola wysoko przykryły.

 

Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zéjdzie
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu sie odzieje.

Skoro pory roku mamy za sobą, to do czasu cyklicznego warto byłoby jeszcze dodać naprzemienność dnia i nocy. One też kryją w sobie odpowiednią symbolikę. Noc – co dla nikogo nie będzie zdziwieniem – oznacza najczęściej czas śmierci, strachu, czas panowania złego; także tajemnicy. Tu można sięgnąć chociażby do Księgi Wyjścia i plag egipskich; anioł śmierci przeszedł przez Egipt właśnie nocą. Król Theoden bronił Helmowego Jaru w nocy. Sauron upatrzył sobie ciemności – noc – jako warunki sprzyjające do bitwy. Noc niesie ze sobą grozę, mrok, śmiertelną ciszę. I pisze to osoba, która boi się ciemności ;) W odpowiedzi na to mamy… świt i nastający dzień. O świcie Maria odkryła, że grób Chrystusa jest pusty, o świcie nadjeżdża Gandalf z jeźdźcami Rohanu, o świcie kończy się czas panowania duchów i demonów. Świt przynosi bowiem światło, bezpieczeństwo, jawność. Jedyny moment w historii, w którym noc zostaje „odczarowana” ze swej złej mocy, to ten, kiedy Chrystus zmartwychwstaje. Potwierdzenie tego znajdujemy w orędziu wielkanocnym:

Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu i przeprowadziłeś suchą nogą przez Morze Czerwone.

Jest to zatem ta noc, która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu, a teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa na całej ziemi od zepsucia pogańskiego życia i od mroku grzechów, do łaski przywraca i gromadzi w społeczności świętych.

Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni.

O, zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa.

O tej to nocy napisano: a noc jako dzień zajaśnieje, oraz: noc będzie mi światłem i radością.

Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym, rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi.

[...]

O, zaiste błogosławiona noc, w której się łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi.

Można rzec, że w pewien sposób, Syn Boży odmienia charakter nocy, szczególnie tej jednej, ale również wielu kolejnych. Daje nadzieję, że noc – mimo swych niebezpieczeństw – jest jedynie etapem przejściowym w drodze do życia. Tę samą prawdę znajdziemy w Psalmie 23:

Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
są tym, co mnie pociesza.

O czasie cyklicznym, jego powiązaniu z naturą, o tym, jak oddziaływał na ludzkie życie na przestrzeni lat, można byłoby zaprawdę długo pisać. I tak podejrzewam, że sięgnęłam granic Waszej cierpliwości. Niemniej, spodziewajcie się niebawem kolejnego wpisu o jeszcze innym spojrzeniu na… CZAS.

Odsiecz nr 88 – Bogurodzica. Nic więcej.

O jacie, jacie, jacie! Ale dzisiaj piękny temat, piękny wpis – mój ulubiony, ukochany! Sięga do korzeni, do najbardziej elementarnych podwalin mojej duszy filologa, pedagoga, humanisty. Zajmiemy się dzisiaj tekstem, z którego się narodziłam, tekstem, który zdjął bielmo z moich oczu, tekstem, który – przysięgam – wytatuuję sobie na ramieniu. Nie ma bowiem i nie będzie w historii polszczyzny innego tekstu, który przy tak niewielu daje tak wiele. Jak zatem głosi tytuł wpisu, przeczytacie dziś o Bogurodzicy. Celowo nie dodałam znaczącej drugiej części tytułu, bowiem nie chciałam ograniczać zakresu omawiania tego niezwykłego tekstu.

Swoją opowieść o Bogurodzicy zaczynam zazwyczaj od próby opisania, jak mógłby wyglądać jeden z najważniejszych zabytków języka polskiego. Czy jest iluminowany (zawiera złote zdobienia)? Czy namalowano mu floratury na marginesach? A może bordiury? Czy jego początek sygnalizuje piękny inicjał z wpisaną miniaturą? Otóż… nie. Bogurodzica – jak bohaterka tegoż utworu – jest cicha i prosta, skromna. Nie zawiera zdobień, jedynie inicjały wystają ponad linię pozostałych liter.

NDIGORP013627_01

Bogactwo Bogurodzicy stanowią jej treść i znaczenie, a także… tajemnica. Już w XIX wieku Aleksander Bruckner nazwał ją „zagadką zamkniętą na siedem pieczęci”.  Siedem, bo nie znamy czasu i miejsca jej poznania, autora, inspiracji przyświecających piszącemu, celu, dla którego została stworzona, zagadkę stanowią niektóre zwroty i wyrażenia w niej użyte, a także segmentacja tekstu. Obraz zabytku, który dzisiaj znamy, pochodzi z 1408 roku ze zbioru kazań, które skopiował Maciej z Grochowa. Obejmuje on dwie strofy zakończone wezwaniem Kyrie eleison! Wiadomo jednak, dzięki badaniom filologicznym, że Bogurodzica powstała ok. XIII wieku i przez długi czas funkcjonowała jedynie w formie niezapisanej pieśni. Warto też pamiętać, że od XV wieku znane nam strofy zaczęto łączyć z innymi utworami… ale myślę, że szczegółowa wiedza na ten temat nie jest bardzo potrzebna.

Pomocne w oszacowaniu czasu powstania jest występowanie motywu deesis, a wiec zasady modlitwy wstawienniczej. Polega ona po prostu na tym, że zamiast stawać przed Bogiem w pojedynkę, modlący się prosi o wstawiennictwo/pomoc ulubionych świętych. W wypadku Bogurodzicy mamy do czynienia z Bogurodzicą, tj. Maryją, w strofie pierwszej oraz Janem Chrzcicielem w strofie drugiej. Badacze twierdzą, że motyw ten pojawiał się pierwotnie w ikonografii i ukazywał tronującego Zbawiciela w otoczeniu Maryi i Jana Chrzciciela w postawie stojącej lub klęczącej.

Warto też przyjrzeć się kontekstom Bogurodzicy. Średniowieczne kazania wskazują na kontekst bożonarodzeniowy. Potwierdza to też obecność Bogurodzicy – Maryi i Jana Chrzciciela. Obie postaci nadają znaczeniową klamrę pieśni, bowiem Chrystus objawia się w ciele przez swoją Matkę oraz w chwale bożej podczas chrztu w Jordanie. Obydwa wydarzenia zaś obchodzono jako święto Teofanii, tj. Objawienia Pańskiego.

Ostatnią istotną odsłoną Bogurodzicy jest ta uwieczniona przez Jana Długosza. Dziejopisarz nazwał bowiem pieśń pieśnią ojczystą – carmen patrium, a jej wykonanie zapisał w opisach bitwy pod Grunwaldem, pod Nakłem i pod Wiłkomierzem.  W XV wieku pieśń odśpiewywano także w trakcie koronacji, a w 1506 wydrukowano ją jako wstęp do Statutów Jana Łaskiego. Niewątpliwie zatem Bogurodzica pełniła ważną rolę w budowaniu swego rodzaju tożsamości narodowej polskiego rycerstwa i wyrażała jednocześnie jej charakter – silnie religijny, silnie chrześcijański i równie silnie związany z osobą Matki Bożej.

Budowa

Bogurodzica składa się z dwóch strof zakończonych wezwaniem Kyrie eleison! (tj. Panie zmiłuj się!). W pierwszej strofie nadawca (wierni) zwraca się do adresata (Matki Bożej) z prośbą o łaskę, dobre życie na ziemi i osiągniecie życia wiecznego. Tekst jest wzorcowym przykładem średniowiecznego wiersza zdaniowego, charakteryzującego się brakiem przerzutni, rymami wewnętrznymi (Bogurodzica, dziewica!, u Twego syna, gospodzina) oraz różną liczbą sylab w wersie. Obie strofy zbudowane są symetrycznie; pojawiają się w nich paralelizmy i wołacze, które podnoszą wrażenie patosu. Ponadto, odnajdziemy w tekście masę archaizmów: leksykalnegospodzin (Pan), fleksyjnezyszczy, napełń, fonetyczneKrzciciel, składnioweBogiem sławiona (wysławiona przez Boga)…

To tyle oficjalnych informacji, a teraz prawdziwe hot newsy:

  • Bogurodzica – formant -u sugeruje wybór celownika, nie dopełniacza, jak często sugerują opracowania. Bogurodzica oznacza zatem tę, która urodziła dla Boga;
  • Bogiem sławiena – godna chwały dzięki Bogu; sławna w Bogu;
  • U Twego syna gospodzina – W domu Twojego syna
  • Matko – formant -ka sugeruje zdrobnienie; w języku staropolskim forma matka jest formą zdrobniałą wyrazu mać. To tak, jakby we współczesnej wersji zamiast słowa matka użyć słowa mama.
  • Zwolena – z woli; Maryja jest wybrana z woli swojego Syna i zarazem swojego władcy; została wybrana przez Syna Bożego na Jego matkę.
  • Zyszczy namuzyska dla nas, ale kogo? Słowa te wymagają dopełnienia w bierniku. Można ten fragment odczytać także jako „zyszcz y nam”, czyli „uzyskaj Jego dla nas”. Jego, czyli Syna.
  • Twego dziela Krzciciela Bożyczetwego dziela można odczytywać również jako dla Twego; stąd można rozumieć wers jako „Przez wzgląd na Jana Chrzciciela”. Oczywiście, tylko w wypadku, gdy krzciciel zapiszemy wielką literą, sugerując konkretną osobę. Bożycze z kolei jest formą wołacza wyrazu Bożyc – Syn Boga, spotyka się ją rzadko, np. jako wołacz człowiecze.
  • Napełń – bądź napleń. Badacze się spierają. Za tą mniej popularną wersją przemawia fakt, że przyimek dziela – dla – ze względu w rzeczowniku oznaczało niegdyś długość łanu zboża. A zatem naplenienie, zapłodnienie, zasianie plonu w myślach ludzkich jest kontekstowo poprawne.
  • „Bogurodzica” jest doskonałym przykładem idei deesis – małej Trójcy Świętej, gdzie Maryja i Chrzciciel jednako pośredniczą w kontakcie z Jezusem Chrystusem. Warto też pamiętać, że jest to obraz typowy dla chrześcijaństwa wschodniego. W chrześcijaństwie zachodnim w miejscu Jana Chrzciciela mamy św. Józefa.
  • Ciąg logiczny: usłysz głosy, napleń myśli, słysz modlitwę – by modlitwa dotarła do uszu Maryi, ta musi wpierw uporządkować, uprawiać myśli wiernych. Dopiero wtedy głosy zamienią się w modlitwę.

Ja to bym mogła pisać, a pisać i nie kończyć w ogóle! Tak kocham ten tekst. Mam nadzieje, że zafascynuje Was on choć w części tak, jak mnie :)

Odsiecz nr 87 – Wielozadaniowość przyrody. Pan Tadeusz.

Zastanawiałam się, czy tworzyć wpis poruszający temat opisów natury w Panu Tadeuszu, czy zakończyć cykl na na nowym typie bohatera romantycznego… Temat wydaje się bowiem zbędny – co napisać o opisach, których nikt nie lubi? Ba! Co napisać o czymś, czego większość czytelników nie czyta i uznaje za niepotrzebne? Przekonywanie Was, że jest inaczej, trafiłoby, podejrzewam, na zdecydowany opór. W dobie kultury ikonograficznej, w której zachwycamy się widokami z całego świata, nie mamy potrzeby odkrywania piękna opisu w dziele literackim. I to całkiem zrozumiałe. Internet zatarł nasze ograniczenia czasoprzestrzenne. Chcesz zobaczyć Mur Chiński? Proszę bardzo! Luksusowy apartament? Wynik po ułamku sekundy. Slumsy? Trzecie zdjęcie oddaje ich charakter. Ciekawość bądź potrzeba nacieszenia oczu pięknym widokiem jest zaspokajana precyzyjnie, zmysłowo, rzecz można naocznie. Stąd nasza głęboka niechęć do opisów. Po prostu ich nie rozumiemy.

Jednak kilkanaście lat temu, a także kilkaset, opis krajobrazu stanowił jedyne, a jeśli nie jedyne, to na pewno najłatwiej dostepne źródło doświadczenia innej przestrzeni niż ta, w której znajdował sie czytelnik. Drobiazgowy obraz malowany słowami starannie dobranymi stawał przed oczyma czytającego i wprowadzał go w zupełnie inny świat. Zresztą, nie tylko jego…

Kiedy spojrzymy na Pana Tadeusza w całej jego literackiej okazałości, dostrzeżemy cele, które przyświecały Mickiewiczowi przy pisaniu dzieła. Owszem, to nic innego niż to, o czym już wspominałam:

  • wyraz tęsknoty za ukochaną ojczyzną
  • uśmierzenie związanego z tym bólu
  • próba złagodzenia konfliktów wśród emigrantów polskich
  • forma terapii dla ogólnego poczucia frustracji na obczyźnie.

Już w prologu wieszcz pisze:

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane, jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.

 

a więc: „niech oczyma wyobraźni zobacz tę moją krainę, w której…” i tu następuje opis, co w tej krainie takiego ciekawego jest. Pełni to funkcje dwojaką. Po pierwsze, ukazuje ojczyznę czytelnikowi (który pewnie też do niej tęskni); po drugie, daje sobie samemu impuls do poruszenia wyobraźni; tak się bowiem składało, że Mickiewicz nie miał zdjęcia widoczków z Litwy…

dwor_turowa_pan_tadeusz_1

Nie oszukujmy się jednak: gdyby opisy pełniły jeno funkcje terapeutyczną, nie zawojowałyby literackiego świata. A zawojowały. Dlaczego? Otóż, wieszcz nadał tym partiom tekstu pewne zadania, uczynił je integralnym elementem świata przedstawionego. Spójrzcie do tabeli:

ZADANIE OPIS ZNACZENIE
Tło akcji zachód słońca koniec dnia pracy dla chłopstwa
sad Hrabia dostrzega Zosie w pięknej otoczce natury
Komentarz dla przeżyć ludzkich smutek po kłótni w zamku deszczowy poranek
po zajeździe na Soplicowo chłodny dzień, krwawy wschód słońca
Epizod akcji burza Moskale nie mogą dotrzeć do Soplicowa
Ukazanie piękna kraju opis puszcz litewskich
Ukazanie tęsknoty autora opis lasów, opis nieba

Ponadto, Mickiewicz wsławił się zabiegami artystycznymi dokonywanymi w opisach: operowaniem barwą i światłem, wprowadzaniem ruchu, kontrastowaniem wielu elementów. Obraz natury zmienia się, porusza, jaśnieje, ciemnieje, skrzy się wielością barw… Przy tym wszystkim poeta nie zapomina o swoim kunszcie; wykorzystuje metafory, personifikacje, antropomorfizacje. Natura staje się dzięki temu trzecim bohaterem, który żyje i czuje, który komentuje rzeczywistość i sugeruje to, co nie zostało powiedziane wprost.

Odsiecz nr 87 – Bohater romantyczny v 2.0 – Jacek Soplica

Choć dzieło życia Adama Mickiewicza nosi tytuł Pan Tadeusz, nikt nie zaprzeczy, że jedną z ważnych postaci, jeśli nie najważniejszą, jest Jacek Soplica a.k.a. Ksiądz Robak. W pamięci młodego pokolenia, do którego należę i ja, wrył się w pamięć jako jedno z wcieleń boskiego Bogusława Lindy… No bo przecież nie sposób wymazać z wychrypianych przez nieco zaciśnięte zęby słów:

Jam jest Jacek Soplica…

d9cc60e9d8a60a1b2547da0ad5e00ebe

Niepospolitość Jacka Soplicy polega jednak na tym, że jest on nowym typem bohatera romantycznego. I tu przypomnienie:

Bohater romantyczny to indywidualista, idealista i buntownik zwłaszcza wobec otaczających zewsząd konwenansów; prowadzi bogate życie duchowe, jest jednostką wyrastającą ponad przeciętność, skłóconą ze światem. Warto pamiętać, że bohater epoki romantyzmu to bohater naznaczony cierpieniem, tragedią, którą stanowi niemożność dokonania czynu, nieszczęśliwa miłość, konwenanse ograniczające jego działanie czy też poczucie całkowitego niezrozumienia przez innych.

Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu całkowicie porzuca taki tym postaci i tworzy nowy – swoistą wersje 2.0. Czym ona się wyróżnia?

Primo, Jacek Soplica to bohater dynamiczny. Z pięknego (Boguś :oops: ), popularnego awanturnika, zabijaki, gwałtownika, który nie zna żadnych granic, przeinacza się w bezimiennego, pokornego zakonnika ofiarowującego swoje życie w służbie ojczyźnie.

Oczywiście, za tą przemianą kryje się bardziej dramatyczna historia o romantycznej miłości (Ewa Horeszkówna), upokorzeniu (czarna polewka), zabójstwie w afekcie (Stolnik) i poczuciu winy. Kto czytał, ten wie. Jacek, a raczej Ksiądz Robak, dąży do tego, by zmazać swój grzech, zrehabilitować się poprzez przygotowanie na Litwie powstania przeciwko zaborcy.

Secundo, Jacek-Robak porzuca romantyczne działanie w pojedynkę na rzecz współpracy. Bycie emisariuszem i przygotowanie gruntu pod wybuch powstania pochłania go całkowicie:

Biłem się za kraj; gdzie? jak? zmilczę; nie dla chwały
Ziemskiej biegłem tylekroć na miecze, na strzały.
Milej sobie wspominam nie dzieła waleczne
I głośne, ale czyny ciche, użyteczne,
I cierpienia, których nikt…

Udało mi się nieraz do kraju przedzierać,
Rozkazy wodzów nosić, wiadomości źbierać,
Układać zmowy… Znają i Galicyjanie
Ten kaptur mnisi – znają i Wielkopolanie!
Pracowałem przy taczkach rok w pruskiej fortecy,
Trzy razy Moskwa kijmi zraniła me plecy,
Raz już wiedli na Sybir; potem Austryjacy
W Szpilbergu zakopali mnie w lochach do pracy,
W carcer durum – a Pan Bóg wybawił mię cudem
I pozwolił umierać między swoim ludem,
Z Sakramentami.

Chce zaangażować w nie maksymalną liczbę ludzi, by doprowadzić do zwycięstwa i tym samym sprawić, by Polska odzyskała niepodległość.

Tertio, Jacek nie ulega destrukcyjnej sile nieszczęśliwej miłości; to znaczy po części tak, ale nie całkowicie. Choć początkowo jego cechy zapalczywego kochanka uaktywnione po podaniu przez Stolnika czarnej polewki doprowadzają do zbrodni, to ostatecznie odnajduje on drogę powrotu. Pragnie odkupi winy i znajduje cel, do którego nieustannie i wytrwale dąży.

Warto zauważy, że Jacek Soplica stanowi postać symboliczną i to w dwojaki sposób. Z jednej strony można go postrzega jako reprezentanta polskiej szlachty, której wady doprowadziły do upadku Rzeczpospolitej. Jego nawrócenie natomiast w sensie symbolicznym stanowi moralną odnowę szlachty. Z drugiej zaś strony, jak pisze Zofia Stefanowska,

Życiorys Robaka, spiskowca i więźnia trzech zaborów, ma walor poetyckiej syntezy losów Polaków walczących o wolność, a jego przemiana z butnego szlachcica w bezimiennego sługę sprawy narodowej wskazuje doświadczonemu niewolą społeczeństwu kierunek koniecznej ewolucji.

 

Jakkolwiek nie będziemy postrzegać Jacka Soplicy, stanowi on niewątpliwie novum, oryginalny twór na tle epoki zwanej romantyzmem. Mickiewicz niejednokrotnie zresztą będzie przeinaczać pierwotny zamysł bohatera romantycznego; wystarczy wspomnie Konrada Wallenroda czy Konrada z Dziadów cz. III. Ale o nich innym razem :)

Odsiecz nr 86 – Sen o Polsce – słodko-gorzki smak „Pana Tadeusza”

Nie da się ukryć, że Pan Tadeusz jest dziełem na wskroś idealizującym i mitologizującym wszystko, co polskie i szlacheckie. Daje w ten sposób krzepiący serce obraz ojczyzny; podnosi na duchu upadłe w rozpaczy serca Polaków i wlewa w nie optymizm. Zwróćcie bowiem uwagę na finał – XII Księgę „Kochajmy się!” – służący Mickiewiczowi do przekazania istoty swego dzieła. Swoją drogą, już sam tytuł rozdziału sugeruje clou przekazu skierowanego do skłóconej emigracji: kochajmy się.

Wracając: ostatnia część Pana Tadeusza uwypukla wartości, które poeta życzyłby sobie zobaczyć wśród pobratymców:

  • patriotyzm wyrażony w koncercie Jankiela;
  • zgoda miedzy zwaśnionymi od lat rodami Sopliców i Horeszków, które połączyła para Zosi i Tadeusza;
  • wolność w uwłaszczeniu chłopów;
  • tradycja odtańczona w polonezie…

Zakończenie epopei przesycone szczęściem, uśmiechem, wzajemną życzliwością staje się możliwe tylko i wyłącznie dzięki poczuciu wspólnoty, wspólnej sprawy i wspólnego celu. Innymi słowy, Mickiewicz zdaje się krzyczeć trzynastozgłoskowymi wersami poematu do skłóconej emigracji: „Halo! Ludzie! Kochajmy się! Zakończmy spory! Mamy wspólny cel: Polskę! Jesteśmy Polakami – zachowujmy się jak jeden naród! Odzyskajmy naszą ojczyznę!”. Bo przecież wolny kraj to marzenie każdego, kto musiał go opuścić. Jak był ważny? Niech przemówi wieszcz…

Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości,

W całej przeszłości i w całej przyszłości

Jedna już tylko jest kraina taka,

W której jest trochę szczęścia dla Polaka:

Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie

Święty i czysty jak pierwsze kochanie,

Nie zaburzony błędów przypomnieniem,

Nie podkopany nadziei złudzeniem

Ani zmieniony wypadków strumieniem.

Widzicie to: „kraina, w której jest trochę szczęścia dla Polaka”, „kraj lat dziecinnych”, „kraj święty”, „kraj czysty”, „kraj nowej szansy”, „kraj pełen nadziei”… Widzicie to? Tęsknota i miłość do Polski aż chlustają z tego fragmentu. Mickiewicz jest zakochany w Polsce. Owszem, cały utwór to potwierdza, ale ten fragment jest szczególnie naładowany tym uczuciem. A przez głupio skłóconych rodaków nie sposób odzyskać ukochanej ziemi.

Nie wiem, czy do Was trafia ładunek emocjonalny. Może łatwiej będzie Wam wyobrazić sobie, że macie kogoś, kogo kochacie tak całym sobą. Może nie musicie sobie wyobrażać. Może tak kochacie. I przez chwile spróbujcie poczuć, że tej osoby nie ma, bo została niesłusznie osądzona i aresztowana. Nie macie możliwości spotkania się z nią, porozmawiania, przytulenia… Nie widzieliście jej od tygodni, miesięcy. Przepraszam za prywatę, ale gdyby mi tak męża zabrali, to ja bym umarła. I do tego obrazka dołóżcie sobie kilkoro ludzi, którzy zamiast pomóc i coś konstruktywnego zrobić, kłócą się o bzdury. Wam w myślach kołacze wspomnienie i tęsknota za nim czy za nią, a im przeszkadza ilość tlenu w powietrzu.

Mickiewicz miał dosyć. Owszem, napisał szczęśliwe zakończenie, łudząc się, że „Polaki zrozumieją”. Ale nie zrozumieli i to jest gorzki smak Pana Tadeusza. Bo podczas, gdy bohaterowie wysłuchują koncertu Jankiela i tańczą Poloneza, emigracja się gryzie. Najcelniej ujął to Ireneusz Opacki:

Te dwanaście ksiąg epickiej, epopeicznej historii – ma w istocie status utworu lirycznego, status „marzenia” na nieprzyjaznej „jawie”. Marzenia, które ta jawa druzgoce, przywołując rozmarzonego jej kreatora do porządku [...]. Chciałoby się powiedzieć: marzenie o narodzie marzeniem, a Horeszki nadal swarzą się z Soplicami. Prawda „paryskiego bruku”, szlifowanego kłótniami Polaków-emigrantów, bezlitośnie zdziera iluzje z tej jasnej, radosnej, ale tylko marzonej epopei.

Niezwykła jest ta naprawdę polska, naprawdę romantyczna, naprawdę narodowa i naprawdę epopeja: Pan Tadeusz. Taka radosna – i taka gorzka. Taka jasna – i taka bezlitośnie rozpaczliwa. Taka łagodnie rozmarzona – i tak okrutnie prawdomówna.